Ministerstwo zakazuje lekarzom mówić o problemach

Ministerstwo zakazuje lekarzom mówić o problemach
Temat dnia
Katarzyna Nowosielska
 
Ministerstwo zakazuje lekarzom mówić o problemach
Źródło: iStock
Epidemiolodzy oraz szpitale podległe ministrowi zdrowia dostały z resortu zakaz wypowiadania się w mediach na temat sytuacji epidemiologicznej w placówkach medycznych. Prawnicy twierdzą jednak, że za złamanie zakazu personel medyczny nie może być represjonowany, bo o ewentualnych nieprawidłowościach sygnalizuje w interesie publicznym.
Podziel się artykułem:
 
Konsultanci wojewódzcy w dziedzinie epidemiologii dostali właśnie od wiceminister zdrowia od Józefy Szczurek-Żelazko pismo zobowiązujące ich do tego, aby przestali wypowiadać się publicznie na temat epidemii koronawirusa. Nie powinni informować społeczeństwa o brakach w dostępie do środków zabezpieczenia osobistego, o brakach sprzętu czy liczbie zakażeń i zgonów w poszczególnych jednostkach medycznych.
 
Takie opinie może wypowiadać - zdaniem wiceminister zdrowia - jedynie konsultant krajowy w porozumieniu z Ministerstwem Zdrowia czy Głównym Inspektorem Sanitarnym.

Mało tego. Zakaz wypowiadania się w mediach, bez wcześniejszej konsultacji z rzecznikiem prasowym czy dyrektorem, dostali też pracownicy Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie. To placówka podległa pod ministra zdrowia. - O ile konsultantom wojewódzkim czy podległym sobie szpitalom minister zdrowia może jeszcze wydawać takie polecenia, o tyle trudno będzie zobowiązać do milczenia pracowników szpitali samorządowych, czyli powiatowych i wojewódzkich - mówi adwokat Sebastian Sikorski.
 
Tymczasem kilka dni temu ze Specjalistycznego Szpitala Podhalańskiego im. Jana Pawła II w Nowym Targu zwolniona została położna, która napisała w mediach społecznościowych o tym, że personel medyczny boi się pracować, bo brakuje im maseczek i fartuchów. Dyrektor zwolnił ją w trybie dyscyplinarnym.
 
Zapytany przez serwis Prawo.pl o przyczyny tego zwolnienia, odpowiedział, że nie wypowiada się do mediów w tej sprawie. - Media ani portale społecznościowe nie są miejscem do dyskusji na ten temat. A jedyną instytucją rozstrzygającą o zasadności tego wypowiedzenia może być sąd powszechny - powiedział Marek Wierzba, dyrektor nowotarskiego szpitala.
 
Środowisko lekarskie i pielęgniarskie jest zbulwersowane działaniami rządu oraz władz niektórych szpitali i uważa to za skandal. – To pochopne działania i nie czas teraz na zwolnienia ludzi, a pielęgniarki i położne powinny informować o nieprawidłowościach w szpitalach - mówi Zofia Małas, prezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych.

Lekarze są zbulwersowani tym, że rząd karze im milczeć. -To jest chiński model. Tam też lekarzom kneblowano usta i zamykano w więzieniach. Mamy teraz milczeć, że nie jesteśmy przygotowani na taką epidemię? - mówi prof. Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych oraz kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Zaznacza, że personel medyczny w jego szpitalu nie może spokojnie pracować bo brakuje maseczek, fartuchów i nie ma gdzie ich kupić a transport sanitarny jest niezorganizowany.
 
- Nie mamy oddziału intensywnej opieki, a karetki przywożą nam na izbę przyjęć pacjentów, którym lekarz rodzinny na skierowaniu napisał COVID-19. Nie mamy jak im pomóc skoro wymagają intensywnej opieki. System niedomaga - mówi prof. Flisiak.

Stanowisko w sprawie ministerialnego zakazu zajął też samorząd lekarski. - Nasz kraj nie jest dostatecznie dobrze przygotowany do walki z rozprzestrzenianiem się epidemii koronawirusa – stwierdził prof. Andrzeja Matyja, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Jego zdaniem lekarz ma prawo - jak każdy - korzystać z wolności słowa i wyrażać opinię o warunkach pracy, zwłaszcza gdy nie zapewniają mu bezpieczeństwa. - Nie mogą mu grozić żadne szykany w sytuacji, gdy naraża swe życie i zdrowie - podkreślił prezes NRL. I dodał, że samorząd lekarski deklaruje pomoc lekarzom, których spotkały nieuzasadnione sankcje ze strony pracodawców.
 
Zaś zwolniona położna ze szpitala w Nowym Targu zapowiada, że będzie odwoływać się od dyscyplinarki. I wygląda na to, że może mieć duże szanse na wygraną w sądzie, gdyż prawnicy twierdzą, że została zwolniona bezzasadnie, a już z pewnością jej działanie nie kwalifikowało się do wypowiedzenia w trybie dyscyplinarnym

- Treść publikowana na kontach pracowników w mediach społecznościowych ma charakter prywatny. Wpisy dotyczące bezpośrednio zakładu pracy mieszczą się w pojęciu dozwolonej publicznej krytyki pracodawcy, jeżeli nie zawierają np. obraźliwych, spersonalizowanych oraz nieprawdziwych informacji, mających na celu narażenie na szkodę dobrego imienia pracodawcy lub ujawnienia tajemnicy przedsiębiorstwa. Pamiętać jednak należy, że Konstytucja RP gwarantuje wolność słowa oraz prawo obywateli do pozyskiwania i rozpowszechniania informacji -zaznacza adwokat Justyna Michalak-Królicka, JMK Kancelaria Adwokacka.
 
 
Adwokat zaznacza, że położna informująca na swoim prywatnym profilu w mediach społecznościowych o problemach szpitala z dostępnością do środków ochrony przed zakażeniem, zasygnalizowała nieprawidłowości w interesie publicznym. - Można stwierdzić, że nie tylko nie naruszyła prawa do krytyki pracodawcy, ale działała w interesie innych pracowników i pacjentów - dodaje adwokat Justyna Michalak-Królicka.
 
Związkowcy już zapowiadają, że nie zamierzają milczeć w takich sytuacjach. -Jeśli zostanę skierowany do pracy przy zwalczaniu epidemii, zamierzam ujawniać publicznie całą prawdę na temat przygotowania polskiej ochrony zdrowia do walki z koronawirusem. Dotyczyć to będzie zasobów personelu medycznego, zasobów sprzętowych jak i środków ochrony indywidualnej. Zwolnienia i kneblowanie ust nie robią na mnie żadnego wrażenia - oświadcza Bartosz Fiałek, przewodniczący Regionu Kujawsko-Pomorskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
 
 
Lekarze i pielęgniarki są straszeni zwolnieniami gdy nagłaśniają sytuację w ich miejscu pracy. Są w pewnym sensie sygnalistami. Czyli osobami zgłaszającymi nadużycia w miejscu pracy. Mają być chronieni przed zawieszeniem w pracy czy zastraszaniem czy odwetem. Tak stanowi Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) z 23 października 2019 r., której Polska jeszcze nie przyjęła.
 
Lekarzy i pielęgniarki chroni także prawo pracy. Zgodnie z art. 56 Kodeksu pracy pracownikowi, z którym rozwiązano umowę o pracę bez wypowiedzenia, z naruszeniem przepisów o rozwiązywaniu umów o pracę w tym trybie, przysługuje roszczenie o przywrócenie do pracy na poprzednich warunkach albo o odszkodowanie. O przywróceniu do pracy lub odszkodowaniu orzeka sąd pracy. Pracownikowi, który podjął pracę w wyniku przywrócenia do pracy, przysługuje wynagrodzenie za czas pozostawania bez pracy, nie więcej jednak niż za 3 miesiące i nie mniej niż za 1 miesiąc
 
 
Pozdrawiam serdecznie!