NFZ kontroluje i grozi karami


https://www.mp.pl/medycynarodzinna/aktualnosci/251663,nfz-kontroluje-i-grozi-karami


    NFZ kontroluje i grozi karami

    Małgorzata Solecka

    Kurier MP

    Kontrolerzy NFZ dokonują „telefonicznej weryfikacji dostępności do świadczeń", podając się za pacjentów. Jeśli nie udaje im się od razu dodzwonić lub umówić na wizytę tego samego dnia, świadczeniodawcy otrzymują pisma z groźbą kar umownych „z tytułu niezapewnienia bieżącej rejestracji świadczeniobiorców" – informuje Porozumienie Zielonogórskie.

    Przypomnijmy: we wrześniu, gdy Ministerstwo Zdrowia zaczęło krytykować zaangażowanie lekarzy POZ w walkę z pandemią oraz – generalnie – poziom opieki nad pacjentami, Rzecznik Praw Pacjenta i NFZ wspólnie przedstawili raport, z którego wynikało, że w drastyczny sposób zwiększyła się liczba skarg pacjentów na POZ, która do tej pory była najlepiej ocenianym segmentem systemu ochrony zdrowia. Jednym z głównych zarzutów pacjentów był utrudniony kontakt z poradniami oraz brak dostępu do lekarza poza teleporadą. Prezes NFZ zapowiedział już wówczas kontrole podmiotów. Deklarował, że ich wyniki mają przede wszystkim służyć wypracowaniu rozwiązań dla placówek, które gorzej radzą sobie z obsługą pacjentów w czasie pandemii. – Nie chodzi o kary finansowe – zapewniali zgodnie Bartłomiej Chmielowiec i Filip Nowak.

     

     

    Tymczasem od kilku tygodni poradnie POZ z różnych regionów kraju zgłaszają nie tylko odbieranie telefonów od „tajemniczych pacjentów" (metodologia zapożyczona z systemów kontroli usług rynkowych), ale również otrzymywanie – w ślad za wynikami kontroli – pism zawierających ostrzeżenia przed zastosowaniem kar umownych, jeśli „tajemniczy pacjent" dzwonił zbyt długo lub nie mógł się zarejestrować do lekarza na wizytę w tym samym dniu. – Oderwanym od rzeczywistości urzędnikom przydałby się choć tygodniowy staż w rejestracji przychodni POZ, mogliby nie tylko nam pomóc, ale i poznać realia pracy w czasie pandemii – mówią lekarze.

    W piśmie do jednej z przychodni terenowy departament kontroli NFZ informuje, że kontroler dodzwonił się do rejestracji dopiero za czwartym razem i nie mógł umówić się na wizytę w tym dniu, co oznacza „utrudniony kontakt z placówką". Następnie pojawia się groźba kary umownej oraz wniosek o zmianę organizacji pracy „w sposób umożliwiający telefoniczny kontakt z placówką i bieżącą informację"

    – To szczyt bezczelności, żeby w takim ciężkim okresie pisać do nas tego rodzaju pisma – oburza się szefowa przychodni, której sprawa dotyczy. – Pacjent (czyli kontroler NFZ), telefonujący po południu, otrzymał informację, że może umówić się na teleporadę lub w razie potrzeby osobistą wizytę następnego dnia. Pracujemy w ekstremalnych warunkach, odbieramy i wykonujemy dziesiątki telefonów dziennie (nie wspominając o osobistych wizytach pacjentów), więc nic dziwnego, że nie zawsze się można dodzwonić przy pierwszej próbie. Wyznacznikiem naszej pracy jest liczba udzielonych porad, a nie to, czy w danej chwili można się dodzwonić do przychodni. A liczba ta jest znacznie wyższa w porównaniu do ubiegłego roku. Ponadto MZ ani NFZ nie poczyniło żadnych kroków, aby zaopatrzyć nas w narzędzia i wytyczne lepszego kontaktu telefonicznego. Nie uwzględnia się np. przeciążeń sieci, awarii itp. Wielu z nas pracuje po kilkanaście godzin dziennie, zatrudnia dodatkowy personel, żeby pacjentom łatwiej było się dodzwonić, a NFZ traktuje nas w ten sposób?

    Rzeczywiście – MP.PL dotarła do nagrania rozmowy, która była podstawą wystosowania przez oddział NFZ pisma do poradni. „Tajemniczy pacjent" zadzwonił wczesnym popołudniem (przed 14.00). Nawet przed epidemią zarejestrowanie się o tej porze na wizytę w tym samym dniu nie było standardem (w wielu poradniach było wręcz niemożliwe).

    Andrzej Zapaśnik z Pomorskiego Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia „Porozumienie Zielonogórskie" i jednocześnie szef dużej przychodni przeanalizował czas telefonicznych połączeń przychodzących w swojej placówce, w porównaniu do ubiegłego roku miesiąc do miesiąca. Od wiosny tego roku jest ich nawet dwukrotnie więcej. – Zestawienie to nie obejmuje rozmów wychodzących, których też jest znacznie więcej, bo przecież pracownicy dzwonią do pacjentów, by poinformować ich np. o zleceniach czy wynikach badań – dodaje Andrzej Zapaśnik.

    – To oczywiste, że skoro jest więcej teleporad, bywają sytuacje, w których trudniej się dodzwonić czy też czas oczekiwania na wizytę się wydłuża. Niemniej jednak, pacjentów z objawami infekcji staramy się przyjmować tego samego dnia, a najpóźniej dnia następnego. Także z powodu bezpieczeństwa epidemiologicznego, żeby jak najszybciej ustalić, czy jest to zakażenie koronawirusem – podkreśla Andrzej Zapaśnik. – Zarówno tego typu kontrole, jak i grożenie karami świadczą o tym, że urzędnicy żyją w jakiejś bańce, równoległej rzeczywistości. Nie dostrzegają, że pracujemy w sytuacji katastrofy medycznej, którą pogłębia jeszcze wszechobecny w różnych instytucjach chaos. I tylko dlatego, że POZ jeszcze działa, ta katastrofa nie jest totalna. Gdyby NFZ chciał naprawdę pomóc, mógłby poprawić komunikację między różnymi instytucjami, poczynając od siebie. Urzędnikom NFZ przydałby się staż w rejestracji przychodni POZ, może wówczas zrozumieliby, jak wygląda teraz nasza praca.